O wiośnie innej niż wszystkie

Wiosna w tym roku przyszła najpiękniej jak potrafiła. Codziennie przez okno podziwiam promienie słońca wpadające do mieszkania, obserwuję rosnące naprzeciw drzewo, które nie wiem kiedy stało się tak pięknie zielone, rano budzi mnie śpiew ptaków…

Wiosna zawsze była dla mnie synonimem odrodzenia, synonimem życia i zawsze najpiękniejszą porą roku. Ach… i wiosna kojarzyła mi się zwykle z zakochaniem, może to przez te piosenki o miłości i wyobrażenia, że wiosną łatwiej spotkać tę właściwą osobę. Bo wszyscy mają w sobie tyle pozytywnej energii i optymizmu, że nawiązanie nowych znajomosci, podejmowanie kolejnych kroków przychodzi łatwiej.

W tym roku wiosna przyszła najpiękniej jak potrafiła, zwiastując światu największy dotychczas kryzys.

Obiecałam sobie, że nie będę tutaj wspominać o koronawirusie, jednak czas jego trwania i wpływ na różne dziedziny życia, sprawił, że postanowiłam zmienić swoje podejście i wpisać się tym tekstem również do historii tej strony.

Koronawirus zaraził nie tylko ludzi, ale także różne gałęzie gospodarki. Wpłynął nie tylko na zdrowie, ale także na relacje. Zniszczył wiele, ale tyle samo nam pokazał. I spytać można: co? Gdzie tu doszukiwać się plusów? Trudno w obecnej sytuacji, gdy ktoś stracił prace, stał się ofiarą przemocy domowej, stracił ważną dla siebie osobę, wpadł w depresje lub pogrążył się całkowicie w długach. Bo nie chodzi o plusy, a raczej o pewną weryfikację.

Covid-19 sprawił, że natura zaczęła odżywać; na wybrzeżach Malty znów pojawiły się delfiny, satelitarne miary poziomu dwutlenku azotu z marca wskazywały jego spadek nawet o ponad 30 proc. w porównaniu z tym samym okresem w ubiegłym roku, a mieszkańcy m.in. Dźalandhar po raz pierwszy od wielu lat mają wyraźny widok na oddalone o 200 kilometrów Himalaje. I ok, może to fake newsy może zbyt mało dowodów, żeby wyciągać zbyt duże wnioski, ale nie wierzę, że zamknięcie tak wielu fabryk i ograniczenie ruchu na całym świecie w żadnym stopniu nie wpłynęło na naszą planetę.

Koronawirus sprawdził też znajomości, oddzielił te prawdziwe od fałszywych, pokazał komu zależy na kontakcie mimo braku możliwości spotkania. Kto się martwi, na kogo można liczyć nawet gdy jest źle.
Pokazał jak trudna i wymagająca jest opieka nad dziećmi, szczególnie tym, którzy spędzali czas z rodziną jedynie w weekendy nie mając dla niej czasu po pracy, bo praca.

Koronawirus zweryfikował też nasze relacje z domownikami, kreatywność w spędzaniu czasu i cierpliwość. Pokazał siłę Internetu, a także funkcjonowanie mediów w czasie epidemii. Obnażył z szat metody edukacji, sposoby radzenia sobie z izolacją oraz wpływ braku „normalnego życia”.

Zabrał nam „normalne życie” wskazując jak wiele mamy i jak mało doceniamy.

To był i wciąż jest sprawdzian każdego z nas, z którym nadal się zmagamy i zapewne będziemy przez najbliższe kilka miesięcy. Bo być może powoli „wracamy do normalności”, ale wciąż należy zachować wszelkie środki ostrożności. Aby nie okazało się za chwile, że to co mamy od marca było naszą normalnością, a i tej będzie można nas za jakiś czas pozbawić wskutek jeszcze większego wzrostu zachorowań i zgonów.

Dbajcie zatem o siebie, o bliskich i pamiętajcie, ten wirus wciąż funkcjonuje i ma się dobrze. Tylko zdrowy rozsądek może nam pomóc.

Na koniec tego monologu, choć to oklepane chciałabym wyrazić wdzięczność. Służbie zdrowia, wolontariuszom, służbom mundurowym – ludziom, którzy narażając swoje życie pomagają innym. Ale także ludziom, którzy narażają swoje życie tylko po to by móc zarobić na chleb. Wszystkim sprzątaczkom, magazynierom, kurierom, motorniczym, sprzedawcom, ludziom, którzy w tym najgorszym czasie epidemii nie mieli możliwości #zostacwdomu. Tym wszystkim osobom dziękuje. Dziękuje za wytrwałość i za poświęcenie.
Bo żeby ktoś został w domu, ktoś musiał iść do pracy.

Trzymajcie się zdrowi!

Udostępnij

Share on facebook
Share on twitter
Share on whatsapp

Zostaw komentarz

© 2019 Kacper Jankowski